Ilaria Salis, przebywająca w areszcie domowym, chciała wrócić do domu, do rodziców.

Przed Metropolitan Court kontynuowany jest proces włoskiej działaczki skrajnie lewicowej Ilarii Salis. Główny oskarżony w sprawie karnej wszczętej po brutalnych przestępstwach w Budapeszcie jest karany, popełnił drobne przestępstwa ponad dziesięć lat temu i otrzymał karę więzienia w zawieszeniu. Jego prawnik zwrócił się do sądu o areszt domowy, aby mógł nadal pracować w trybie home office.

Ilaria Salis już wcześniej oferowała przeniesienie do włoskiego więzienia lub wysłanie do rodziców w areszcie domowym. A jego wczorajsza prośba dotyczyła zakończenia aresztowania.

Adwokat podejrzanego zapowiedział, że złoży wniosek o wyznaczenie kaucji w wysokości 16 mln HUF, w przypadku gdyby zakończenie stosowania środka przymusu nie było możliwe bez poręczenia majątkowego. Obrońca Ilarii Salis zwrócił także uwagę, że sytuacja jej klientki jest uregulowana także na Węgrzech, ma ona gdzie mieszkać i przebywać, może pracować z domu, a jej codzienne zakupy może także zająć się jej gospodarz.

Obrona argumentowała także, że w akcie oskarżenia nie ma przestępstwa, które bezpośrednio prowadziłoby do stanu zagrożenia życia.

Sąd odrzucił jednak wniosek Ilarii Salisé. Zgodnie z rozumowaniem skazującego sędziego, 13 miesięcy (tyle przebywał w areszcie) nie może być uznane za nadmierne w przypadku przestępstwa tej wagi. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy jego warunki osobiste w więzieniu rzeczywiście uległy poprawie, ale sąd nie może wyjść poza to, co zawiera akt oskarżenia.

Sąd wziął pod uwagę m.in. zasady konieczności i proporcjonalności oraz fakt, że oskarżony nie miał pierwszej konfrontacji z prawem, gdyż w latach 2014-2019 stawał przed sądem czterokrotnie.

Ponadto, ze względu na pozbawiony skrupułów sposób, w jaki doszło do czynów w Budapeszcie, a także ryzyko ucieczki i ukrycia, uważa utrzymanie tymczasowego aresztowania za uzasadnione w świetle treści żądania oskarżonego.

Obrona i oskarżony złożyli apelację. Przesłuchanie trzeciorzędnego oskarżonego odbędzie się ostatecznie 24 maja o godzinie dziewiątej.

Godnym uwagi jest fakt, że w lutym ubiegłego roku działacze międzynarodowej skrajnej lewicy Antifa dosłownie udali się na obławę na ulicach Budapesztu. Do pierwszego zdarzenia doszło 9 lutego na placu Fővám w centrum miasta, gdzie siedmio-ośmioosobowy gang zaatakował trzech obywateli Polski: przejechali ich, a następnie zaczęli bić żmijami i innymi narzędziami. Dwie z ofiar również doznały poważnych złamań, których gojenie trwało ponad osiem dni.

Kolejny atak miał miejsce następnego dnia, 10 lutego, kiedy XI. w dzielnicy Gazdagrét węgierski mężczyzna został zaatakowany od tyłu. Pokrzywdzony, który próbował pracować, doznał tak poważnych obrażeń, że musiał natychmiast zostać przewieziony do szpitala.

Tego samego dnia w godzinach wieczornych na Bank Street w V dzielnicy doszło do napadu na małżeństwo Węgrów, a w I dzielnicy na małżeństwo Niemców. Niedługo potem okazało się, że ta brutalna, przypominająca rozgrywkę akcja była częścią poważniejszej serii ataków, których przez kilka dni na ulicach Budapesztu dopuszczali się członkowie skrajnie lewicowego ruchu w Europie Zachodniej, Antifa, w odpowiedzi na ucieczkę wojsk węgierskich i niemieckich z zamku w 1945 r. przeciwko pomnikom i przechodniom.

Ich celem było znęcanie się nad wybranymi ofiarami przy użyciu różnych środków mogących pozbawić życia.

Tak więc upokorzenie spowodowane okolicznościami poważnych, zagrażających życiu obrażeń i nieoczekiwanymi atakami powoduje u ofiar udrękę psychiczną, co stanowi odstraszający sygnał dla przedstawicieli ruchów skrajnie prawicowych. Prokuratura zaleciła skazanie trzech działaczy skrajnej lewicy aresztowanych na Węgrzech na karę więzienia i deportację z terytorium Węgier.

naród węgierski

Zdjęcie na okładce: Ilaria Salis w sądzie
Źródło: MTI