Prawdę mówiąc, nadal cieszę się, że Anna Donáth, ciężarna była prezes Momentum, wielokrotnie krytykuje Ferenca Gyurcsányta. To jeszcze bardziej wyjaśnia, że ​​po lewej stronie nie ma nic nowego pod słońcem.

Swoją krytyką wzmacnia wiarygodność dziennikarstwa narodowego, podkreślając, że nie jesteśmy stronniczy. Nawet sojusznik DK, Momentum, formalnie nie zgadza się z sugestią Gyurcsány'ego. Że przygotowuje się do czegoś, co według Anny Donáth zapowiada zmianę rządu, która według niego nie nastąpi ani w przyszłym tygodniu, ani później. (Nasz artykuł na ten temat tutaj. ) Ostatnio ostro skrytykował uwagę Gyurcsány'ego, że nie ma potrzeby spierać się z partią rządzącą.

Na swoim Facebooku pisze: „Dyskusja jest potrzebna, bo dziś polityk opozycji musi wykorzystywać każdą okazję, by móc w kółko publicznie mówić: kraj jest tak naprawdę postawiony na coraz bardziej tragicznym politycznym, gospodarczym i ścieżce historycznej, pomimo całego oszustwa rządu. Nie powinieneś uczyć się kłamać bez mrugnięcia okiem”.

Prawda jest taka, że ​​im bardziej Anna Donáth krytykuje Gyurcsány'ego, im bardziej chce przedstawić Momentum jako lewicowe ugrupowanie polityczne lepiej przystosowane do kierowania opozycją niż DK, tym bardziej wystaje końska noga. Na swojej stronie społecznościowej Gábor Demszky napisał do Donátha: „Pomyśl o jeżących włosach na głowie nonsensach, które twój nowo wybrany prezydent wypowiedział kilka dni temu. (A Tranziton - autor.) Nie wiem, ufam Tobie, głosowałem na Ciebie, ale jak tak dalej pójdzie, to nie będę miał na kogo głosować.

Wygląda na to, że były burmistrz nie miał problemu z doraźnymi kłamstwami, a raczej z nieprzygotowaniem przewodniczącego partii Ferenca Gelencséra. Poza tym pisał skromnie o sobie jako o mężu stanu, co też nie wzmacniało możliwości poważnego potraktowania Momentum.

Ale wracając do kłamstwa, do ogromnego upadku Anny Donáth dwa lata temu, przypomnijmy jej twierdzenia o rządach prawa. Vera Jourová , wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, powiedziała: „Zwykle nie rozmawiam z nią przed pójściem spać o tym, co znowu wydarzyło się na Węgrzech, Vera”. W nagraniu zaprezentowanym przez HírTv mówi: „Szuka mnie wiele osób. Cóż, kwestie praworządności należałyby do mnie. Co trzy dni rozmawiałam przez telefon z Verą Jourovą. Nieprzepisowo."

To tyle, jeśli chodzi o Annę Donáth i jej mówienie prawdy.

Chociaż możesz być szczęśliwy tylko wtedy, gdy krytykujesz upolitycznienie Donátha Gyurcsány'ego, ponieważ spowoduje to tylko większy chaos w umysłach lewicowych wyborców co do tego, na kogo głosować. Zobacz Demszky'ego.

Sedno jest jednak na początku jego wpisu: „Wyraźne zaangażowanie na rzecz Zachodu nie powinno oznaczać, że nie możemy krytykować zachodnich instytucji”. Chociaż mówi, że „Węgry potrzebują węgierskich wzorców” , „jednoznaczne zaangażowanie Zachodu” oznacza zniesienie suwerenności Węgier. Tak jak polityka Gyurcsány'ego nie chce niczego poza Stanami Zjednoczonymi Europy, w tym „państwami członkowskimi”, które utraciły niepodległość i zostały zepchnięte w szeregi kolonialne.

Mówią więc na próżno. Łączą ich dwie rzeczy: bezwarunkowe poparcie Brukseli i zdrada węgierskich interesów i narodu.

Punkt.

Źródło: 888.hu

Autor: József K. Horváth

Zdjęcie: Szilárd Koszticsák