W Brukseli chcą zdusić Węgry wycofując środki, ale zagrożenie ze strony biurokratów będzie niewielkie wobec tysiącletniego narodu. Nicolas Bay, poseł do Parlamentu Europejskiego reprezentujący francuskie porozumienie narodowe, zastępca przewodniczącego grupy Tożsamość i Demokracja, powiedział o tym Magyarowi Hírlapowi. Cytujemy z wywiadu.

Lewe skrzydło Parlamentu Europejskiego, w tym Partia Ludowa, nie wykazuje absolutnie żadnego zainteresowania tym, co faktycznie dzieje się na Węgrzech. Chcą tylko ukarać rząd uznany za zbyt konserwatywny, chcą narzucić Węgrom własne postępowe zachcianki. Nie wolno nam zapominać o pierwotnej przyczynie ataków na Węgry i Polskę. Jeszcze sześć lat temu niewiele mówiło się o praworządności Polska i Węgry sprzeciwiły się reformie europejskiego systemu azylowego, który chciał rozmieścić migrantów według obowiązkowej kwoty. Debata na temat rządów prawa jest więc tylko pretekstem do rozbicia krajów, które opierają się dyktatowi Brukseli.

Wystarczy spojrzeć na niezliczone rezolucje i decyzje przegłosowane przez większość w Parlamencie Europejskim. Co dwa miesiące na sesjach plenarnych debatuje się nad Węgrami i Polską, zawsze uznając je za winne wyimaginowanych ataków na prawa kobiet, migrantów, osoby LGBT i wolność słowa. Lewica nieustannie domaga się sankcji i kar finansowych wobec Węgier. Kto by uwierzył, że przyjeżdżając do Budapesztu ocenia sytuację obiektywnie? Przyjeżdżają promować swoją ideologię i prowadzić kampanię przeciwko Fideszowi.

– Jaki jest twój cel tej podróży?
„Przede wszystkim szukam prawdy”.
W tym celu będę oczywiście uczestniczył w planowanych spotkaniach wraz z moimi kolegami z Parlamentu Europejskiego. Równolegle sama planuję spotkania z naukowcami, dziennikarzami, konserwatywnymi organizacjami pozarządowymi i urzędnikami państwowymi. Chcę stworzyć pełny i rzetelny obraz sytuacji, który będę mógł następnie zrelacjonować w Brukseli. Chcę też pracować pedagogicznie we Francji, bo o Węgrzech powtarzają za dużo kłamstw, bez najmniejszej wiedzy. Być może pamiętacie, że trzy lata temu Emmanuel Macron po prostu zwolnił ambasadora Francji w Budapeszcie za to, że ośmielił się wysłać reportaż o rzeczywistości. Nasz ambasador, Éric Fournier, zwrócił uwagę na niepokojącą i irracjonalną węgierską fobię, która charakteryzuje główne media i zachodnią klasę polityczną. Z tego powodu został zastąpiony już następnego dnia.

Ze swojej strony nie jestem urzędnikiem państwowym, ale przedstawicielem wybranym przez Francuzów. Emmanuel Macron nie może mnie uciszyć, powiem wam, co widzę.

– Co sądzisz o oficjalnym programie wizyty?
Stronniczy czy bezstronny? – Na razie mamy tylko wstępny program, ale już jest pouczający. Spędziliśmy osiem godzin na rozmowach z dwudziestoma pięcioma specyficznie lewicowymi czynnikami – organizacjami pozarządowymi, think tankami, naukowcami, mediami, organizacjami międzynarodowymi – oraz godzinę i czterdzieści pięć minut z koalicją opozycji i burmistrzem Budapesztu. Cztery godziny i piętnaście minut dla urzędników państwowych oraz trzy godziny i osiemnaście dla konserwatywnych organizacji i produktu prasowego - zaledwie po dziesięć minut!

Cały artykuł tutaj.