Nie, Węgry nie straciły 70 proc. unijnych środków. Nawet nie 20 proc.

Od półtora roku trwa telenowela wokół węgierskich funduszy unijnych. Półtora roku to za dużo czasu na taką procedurę, a długie procedury mają dużą wadę,

że ci, którzy naprawdę to lubią, będą mieli dużo czasu na kłamstwo.

Nie rozumiem nawet, dlaczego tak bardzo zachwycamy się aktualnymi kłamstwami rosyjskich mediów publicznych czy jakiejkolwiek ukraińskiej gazety codziennej, skoro machina dezinformacyjna ustawiona przeciwko Węgrom na osi Belpest-Bruksela sama dałaby pracę dziesięcioosobowemu faktowi -sprawdzenie siły szybkiej.

Zgromadzili również psią komedię z fałszywymi wiadomościami w lipcu, kiedy Komisja Europejska oceniła wzrost gospodarczy krajów uczestniczących w unijnym programie odbudowy po Covid i odpowiednio dostosowała swoje ramy odbudowy. Węgrom, bo urosliśmy rekordowo, tak się złożyło, że ich budżet został skorygowany w dół o 560 miliardów forintów – to właśnie koledzy sprzedali za pół tysiąca miliardów „nieudane przez Orbánów”.

Byłoby miło nie rosnąć i zarabiać więcej, prawda?

A teraz znowu atakują, bo znowu jest news. A dokładniej nie ma, bo to nie redaktorzy newsów w naszej profesji podgrzewają rzeczy sprzed dwóch miesięcy, które nie mają nic wspólnego z teraźniejszością, tylko ludzie z facebookowych grup conteo. Ale niektórzy ludzie naprawdę myślą, że jeśli kopną drzwi publiczności listem datowanym 20 lipca na 10 września, kiedy cała woda Dunaju już dwukrotnie odpłynęła i została ponownie wymieniona, a następnie wyciągną z tego dobre wnioski, przyniesie im to korzyści polityczne. Cóż, to nie działa.

O czym to jest? W ramach procedury warunkowości praworządności wszczętej przeciwko Węgrom tuż po wyborach, Komisja Europejska i rząd węgierski wymieniają wszelkiego rodzaju oficjalne pisma, w których Komisja porusza problemy, rząd proponuje rozwiązania lub obiecuje poprawki, a Komisja ocenia odpowiedzi pocztą. Ocena odbywa się w ten sposób, że właściwi komisarze wydają rekomendacje.

Teraz jedną z takich propozycji ujawnił Benedek Jávor, były przedstawiciel PE ds. dialogu, szef przedstawicielstwa Budapesztu w Brukseli.

w którym komisarz ds. budżetu Johannes Hahn omówił swoje obawy dotyczące Węgier,

i zaproponował dość surową sankcję finansową. Jávor dodał również bogato doprawiony komentarz: „jest większy problem, niż sądziliśmy”, ponieważ „krytyka jest znacznie szersza, niż się wydaje, i nie zaradzą im upublicznione w ostatnich dniach rządowe propozycje dotyczące ustanowienia niezależnemu organowi antykorupcyjnemu lub antykorupcyjnej grupie roboczej o jego utworzeniu”, „do tej pory ukradliśmy wszystko, ale prosimy samych siebie o założenie, że nadal będziemy kraść. Tempo prawdziwego Fideszu”, a także „teraz Orbán naprawdę gra wszystko albo nic. Problem polega na tym, że kraj leży na stole jak stos”.

Csaba Káncz, geopolityczny specjalista od Privátbankár, również wyciągnął daleko idące wnioski , cytuję:

„Przywódca państwa mafijnego zostałby więc skazany na co najmniej trzy wyroki dożywocia. Umówmy się na kontyngent 150 lat, a w zamian podróżujący otrzymają zasiłek”.

I z czego wyciągnęli te twarde jak skała wnioski? Żeby nie trzeba było czytać propozycji komisarza, pokrótce opiszę bardziej ekscytujące szczegóły: Hahn od 2007 roku nieprzerwanie identyfikuje „systemowe nieprawidłowości, braki i słabości” w systemie zamówień publicznych, zbyt wiele jednoetapowych zamówień publicznych, potencjalnych naruszeń związanych ze sprzedażą gruntów państwowych, publicznych fundacji użyteczności publicznej, działalnością prokuratury oraz dostrzegł obawy co do jej kontroli sądowej i zaproponował komisji przejęcie 70 proc. środków z trzech dużych programów operacyjnych, ochrony środowiska i efektywności energetycznej (KEHOP+), rozwoju transportu (IKOP+) oraz rozwoju terytorialnego i osadniczego (TOP+) na kolejny siedmioletni cykl budżetowy lub, jeśli jeszcze ich nie zatwierdziłeś, całkowicie je zawiesić. W ten sposób utracono by tam mniej więcej jedną piątą wszystkich węgierskich funduszy unijnych. Byłoby.

Jednak propozycja tej komisarz oceniała rozwiązania rządu zawarte w poprzednim piśmie o praworządności z początku lata

- wtedy nie było wzmianki o organie antykorupcyjnym, nie padło oświadczenie Jánosa Lázára o całkowitej transformacji państwowego reżimu zamówień publicznych i inwestycji, a co najważniejsze: byliśmy jeszcze przed ostatnim pismem w sprawie praworządności, które dotarło do Komisji Europejskiej 22 sierpnia, w terminie, a było to dopiero we wrześniu. Zostanie oceniony do 22 sierpnia.

Innymi słowy: druzgocące odkrycia Hahna i jego propozycja 70-procentowej utraty zasobów już dawno straciły na znaczeniu, są mniej istotne niż wczorajsze przemówienie ludowe. W końcu węgierski rząd napisał swój ostatni list pod koniec sierpnia w odpowiedzi właśnie na te obawy, które wyraził Hahn, aby uniknąć sankcji, które Hahn zaproponował w tym liście. Cytuję komisarza: „Komisja musi poinformować Węgry, że ani w swoim piśmie z 30 czerwca, ani 5 lipca 2022 r. nie przedstawiła odpowiednich środków naprawczych. Jednocześnie należy również wyjaśnić, że Węgry mogą nadal przedkładać odpowiednie środki naprawcze we właściwym czasie, tak aby Komisja mogła je ocenić. Komisja musi również wskazać, że jest gotowa negocjować adekwatność każdego środka, który Węgry zamierzają rozważyć”.

To właśnie te środki naprawcze zostały przedłożone wraz z pismem z sierpnia,

i dlatego możemy być absolutnie pewni, że zakończeniem procedury praworządności nie będzie 70-procentowe wycofanie środków zaproponowane przez komisarza Hahna. Każdy, kto twierdzi coś takiego na podstawie poprzedniej fazy negocjacji, kłamie lub przynajmniej próbuje zamienić zeszłoroczny śnieg w kostkę lodu, która ma znaczenie w teraźniejszości.

Więc dlaczego całe ciepło włosów? Cóż, ponieważ

są tacy, którzy nie chcą, aby Węgry w końcu dostały pieniądze, na jakie zasługują, dzięki ładnemu jesiennemu porozumieniu UE.

Ich półdziesięcioletnia praca poszłaby na marne, a rzeczywistość, która wybuchła z sali konferencyjnej, kosztowałaby ich wiele lat skradania się, kopania, lobbowania i przepowiadania zagłady.

Ponieważ boją się, że sierpniowe pismo węgierskiego rządu – o którym i tak ani oni, ani inni nie wiedzą, właśnie dlatego, że awanturnicy polityczni zostali wykluczeni z delikatnego procesu proceduralnego – jest wartościowe i że ocena komisji – o której też nic nie wiedzą - tak też go znajdziesz.

Więc mieszają jeszcze dwa w wielkim zatrutym łożu życia publicznego, wciąż kopią nastroje publiczne, forint i zaufanie inwestorów, tak że kiedy w końcu nadejdzie wielki moment porozumienia, a cała ich praca wydobywcza pójdzie prosto do dno, mogą odejść z zatrutego łoża z maksymalnym zyskiem politycznym.

To nie zadziała. Nie wysyłamy wiadomości do Brukseli, ale do nich:

możemy przeczytać, zwłaszcza datę.

I nie patrzymy na zeszłoroczny śnieg jak na dzisiejszą wiadomość.

Być może wrogowie Węgier nie rządzą właśnie dlatego, że tak by to postrzegali.

Mátyás Kohán / Mandiner

Wyróżniony obraz: ipu.org