Gdyby mogli, wyciągnęliby naszych przedstawicieli z Pałacu Sándor w kajdankach. Ponieważ postawmy sprawę jasno: ktokolwiek prowadzi kampanię na rzecz „rządów prawa” i „demokracji” w demokracji, kłamie. Napisane przez Mátyása Kohána.

Brakuje Ci tchu? Krew zamarza, zamarza, zamarza? Serce trzepocze, serce trzepocze? Bardzo dobry.

To, co robią teraz w Warszawie, chcieli zrobić z naszym krajem.

Nasi wybrani parlamentarzyści zostaliby wyciągnięci w kajdankach z Pałacu Sándora, bo chcieli przy pomocy policji przeszukać naszą telewizję publiczną.

Aby od jutra mogli budować swoją demokrację, co dziś niestety wymaga dnia, dwóch, tygodni, miesięcy podłej, wilgotnej, chirurgicznie precyzyjnej dyktatury. Należy zdeptać jedną część narodu wraz z jej wybranymi przedstawicielami i zwolennikami, aby druga mogła żyć szczęśliwie w demokracji. Telewizję publiczną należy zdemontować, aby wymiar sprawiedliwości mógł znów funkcjonować demokratycznie, co jest w tym niezrozumiałego, Istenkém. Siki!

W październiku 2023 r. Polska spadła do 53,7 proc. tej farsy. Nie oszukujmy się, oczywiście, że PiS też jest w tym kiepski.

Polskie kierownictwo było dalekie od walki jako zdyscyplinowana falanga o fundusze unijne, które mają fundamentalne znaczenie dla kształtowania przyszłości gospodarki, tak jak węgierska; u szczytu swego poparcia oraz w czasie wojny toczącej się obok nie przyszło im nawet do głowy prosić o mandat wzmocniony przedterminowymi wyborami.

Poza tym partia o zapleczu głównie wiejskim nie może z świecidełkowej pasji tworzyć antyrolniczej ustawy o ochronie zwierząt, a na kilka miesięcy przed kampanią nie powinna zdawać sobie sprawy, że polska wieś jest dla niej ważniejsza niż ukraińska, bo w przeciwnym razie z łatwością wyrośnie obok niego na wsi. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że zwycięzcą wielkiej rywalizacji polityki pro-life nie jest ten, kto podburza przeciwko niemu „Libs” najbardziej zakazanymi przepisami aborcyjnymi, ale ten, kto tworzy kulturę, w której najmniej matek faktycznie decyduje się na zabicie swoich płodów.

Ale nie to jest teraz dla nas ważne. Każda partia może schrzanić kampanię, zwisać, a potem wyciągnąć z tego wnioski. Dla nas ta lekcja jest ważna. Lub, jeśli wolisz: strzał wzmacniający.

Podczas kryzysu migracyjnego i gradu kul wokół ustawy o ochronie dzieci często wspominaliśmy o systemie odpornościowym Węgier – i szerzej: Europy Środkowej. Z lekką przesadą podziękowaliśmy Towarzyszom Kádárowi za uodpornienie nas na komunistyczny fuks podczas czterdziestoletnich rządów i jego mutacje, które powróciły w pierwszych dekadach XXI wieku.

Nie ma dla nas znaczenia, czy obecna walka klasowa dotyczy pieniędzy, płci czy koloru skóry, nie prosimy o to tutaj, w Europie Środkowej.

Chroni nas, z mniejszym lub większym powodzeniem, przed wszystkimi demonami, z którymi przez jakiś czas będzie musiała sobie radzić reszta Zachodu.

Ale przyszedł czas na wzmocnienie odporności. Trzynaście lat to dużo czasu, można poznać ładne i mniej ładne cechy każdego rządu w tym czasie. W takich przypadkach nieuchronnie można pokusić się o wybranie przystojnych „demokratów”, zaangażowanych w „przywrócenie praworządności”, dzięki którym pachnący perfumami, obskurny Zachód wreszcie znowu zobaczy w nas demokrację. Tu i ówdzie wystaje mała końska łapka, buduje się naziemny chodnik pod baldachimem, dwudziestocentymetrowy taras widokowy, sekretarz stanu o ostrej ręce, grzechocząca szubienica – z pewnością nie ma w tym nic, co opozycja chce?

Czy nie byłoby miło, gdyby skończyła się „korupcja”, „przywrócono rządy prawa” i „demokrację”?

Jednak coś w tym jest. Proszę odwiedzić coś w Warszawie.

Zdławienie 43,6-procentowego bloku narodowego, bezlitosna okupacja kultury i prasy, kpina z rządów prawa i demokracji. To właśnie w nim jest.

Oto, co obiecuje „rządy prawa” i „demokrację”, a rozprawia się z „korupcją” w kampanii wyborczej kraju, który nigdy nie zszedł z drogi demokracji. Tak jest w Ameryce, gdzie demokraci, którzy upolityczniają Partię Demokratyczną, starają się zatopić najbardziej prawdopodobnego przeciwnika, tak jest w Niemczech, gdzie jedynym argumentem elity rządzącej, która zagraża dobrobytowi kraju, teraźniejszości i przyszłości , wobec jej głuchej, niekompetentnej, ale uczciwej opozycji jest to: „demokracja”.

Niniejszym wydaję szczepionkę warszawską.

Nie jest trudny w użyciu. Pierwszym krokiem jest rozejrzenie się wokół nas. Czy widzimy wolną prasę, wolność słowa, wolną przedsiębiorczość, wolną własność, wolną demonstrację, wolną sztukę, wolną edukację, wolne sądy, wolne wybory? Tak. Dlatego kontrola hamulców i przeciwwagi jest zaznaczona.

W drugim kroku musimy rozejrzeć się po palecie politycznej. Czy jest ktoś, kto w tych okolicznościach prowadzi kampanię na rzecz „rządów prawa” i „demokracji” zamiast programów politycznych, wizji i rozwiązań? Tak?

Cóż, byliby draniami z siedmioma procesami. Powiedzmy sobie jasno: ktokolwiek prowadzi kampanię na rzecz „rządów prawa” i „demokracji” w demokracji, kłamie.

Do twoich dwojga pięknych oczu, drogi czytelniku. Będąc w kajdankach, chce delegitymizować władzę zarówno w sensie politycznym, jak i kulturowym, a także chce odebrać Państwu prawo do prowadzenia polityki odmiennej od europejskiego głównego nurtu w Waszym kraju.

„Pogoniliśmy ruską, pogonimy i Tuska”, pokonaliśmy Rosjanina, więc pokonamy i Tuska – mówili Polacy ustawiający się jesienią za Mateuszem Morawieckim w kampanii.

Przegrany. Ale możemy się od nich uczyć.

Tak jak czterdzieści lat komunizmu zaszczepiło nas przeciwko wybudzonej chorobie psychicznej, tak zajmijmy się pilnie obrazami Warszawy! Z warszawską szczepionką pogonimy i Tuska.

Mandiner.hu

Wyróżnione zdjęcie: Demonstranci protestują przeciwko akcjom policji za pomocą transparentów przedstawiających byłego ministra spraw wewnętrznych Mariusza Kamińskiego i byłego wiceministra spraw wewnętrznych Macieja Wasika pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie, 9 stycznia 2024 r., kilka godzin po aresztowaniu policji i wyprowadzeniu Kamińskiego i Wasika z Pałacu Prezydenckiego. Dwóch przedstawicieli opozycyjnej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) zostało pozbawionych mandatów przez obecnego marszałka, powołując się na orzeczenie sądu w sprawie karnej, które zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy jest nielegalne, gdyż wcześniej udzielił obu politykom prezydenckiego ułaskawienia. MTI/EPA-PAP/Radek Pietruszka