Rod Dreher, konserwatywny amerykański dziennikarz i pisarz, który przyjechał do Budapesztu jako gościnny badacz w Danube Institute , jest autorem książki „ Nie kłam na rozdrożu św. Benedykta a

Widzi to w ten sposób: Węgry miały straszny XX wiek, straciły dwie trzecie swojego terytorium, a następnie przez czterdzieści lat były okupowane przez obce mocarstwo. Wszystko to pomogło mu zrozumieć, dlaczego Węgrzy z takim zapałem bronią swojej suwerenności, czy to Unii Europejskiej, czy czegoś innego. - oświadczył Magyarowi Hírlapowi.

Widzi, że tzw. stare kraje Unii nadal traktują Węgry jako państwo członkowskie drugiej kategorii. W związku z tym elitarne amerykańskie media piszą o tej części Europy, że kraje wyszehradzkie i byłe państwa sowieckie trzeba traktować jak dzieci, trzeba je prowadzić do liberalnych wartości, które dominują w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej.

To jest bardzo obraźliwe. Chcę bronić Węgier i Polski choćby dlatego, że nienawidzę większości z tych tak zwanych wartości. Ale lubię różnorodność: Węgry powinny być Węgrami, Francja powinna być Francją, chcę poznać bogactwo ich kultury. Liberałowie powtarzają, że chcą różnorodności, ale to nieprawda, tak naprawdę chcą jednolitości.

Rod Dreher został poinformowany przez osobę pracującą w polskim oddziale dużej wielofirmowej firmy, że muszą celebrować dumę LGBTQ w firmie. Powiedział, że jest katolikiem, nie ma problemu z tymi ludźmi, ale czuje, że jeśli chce zachować pracę, musi celebrować coś, co jest sprzeczne z jego sumieniem. „Złości mnie, że korporacyjna Ameryka angażuje się w tak agresywny kulturowy imperializm. To dzięki nim Stany Zjednoczone tak szybko się zmieniają: to nie rząd tak mocno naciska, ale firmy”.

Nawet za prezydentury Donalda Trumpa widzieli, że wielkie korporacje przodują w promowaniu tzw. progresywnych tematów, takich jak Black Lives Matter czy prawa LGBTQ, kiedy my.

Wykorzystują swoją siłę lobbingu gospodarczego do zmiany prawa. Powstał tzw. obudzony, czyli oświecony kapitalizm. W rzeczywistości duże firmy nie dbają tylko o zysk, chcą zasłużyć na wzajemny szacunek. Dlatego tak wiele lewicowych filmów powstaje w Hollywood, mimo że są one nieopłacalne. Z drugiej strony młodzi Amerykanie oczekują od firm aktywności politycznej. Konserwatyści mówią, że nie, ale liberałowie mówią o tym dużo i cały czas.

Szukają namiastki Boga, tworząc dla siebie pseudoreligię. Gdzie to się skończy?

Ilekroć rozmawiam z ludźmi, którzy wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych z byłego bloku sowieckiego, wszyscy mówią, że to, co widzą dzisiaj w Ameryce, jest tym samym, co pozostawili po sobie. Są bardzo źli, że Amerykanie nie wierzą, że totalitaryzm może istnieć w Stanach Zjednoczonych. Nie ma tajnej policji i tym podobnych, ale potrafią one zastraszyć ludzi, żeby nie odważyli się powiedzieć, co myślą, bo stracą pracę.

Trump jest dla mnie gorzkim rozczarowaniem. Miałem nadzieję, że w końcu nastąpiła zmiana, bo też uważam, że stara republikańska elita musi zostać zniszczona. To ważna zasługa Trumpa, że ​​powołał dobrych sędziów, w nich teraz pokładamy całe nadzieje. Wygłaszał pełne pasji przemówienia, ale był mniej zainteresowany rządzeniem. Niektórzy mówią, że Viktor Orbán to węgierski Trump.

To nieprawda, bo Orbán zna się na polityce i wie, jak wykorzystać władzę. Jako konserwatysta chcę, żeby w Ameryce wyrosła postać podobna do Orbána, która ma instynkty Trumpa, ale też umie upolityczniać.

Źródło: magyarhirlap.hu

Zdjęcie: Źródło: MH/Tamás Purger